Motywacja?

Brak motywacji, zaraz po kontuzji, to chyba najczęstsza przyczyna z powodu której zalegamy na kanapie, zamiast biegać. Może ulecieć z nas jak powietrze ze starego materaca z wielu powodów. We wszystkim przychodzi znudzenie. Zaraz ktoś krzyknie, że wygłaszam herezje, ale nawet boczek i pizza może się znudzić! Jedząc to samo przez 7 dni w tygodniu, łatwo nabawić się wstrętu do tych jakże cudownych i potrzebnych człowiekowi przekąsek. Tak samo jest z bieganiem. Od czasu do czasu potrzeby jest reset i wszystko fajnie i pięknie, ale najgorzej jest później wrócić.

Motywacja do treningu bywa różna. Dla jednych jest nią wskazanie wagi, która trzeszczy pod stopami niczym cienki lód na zamarzniętej kałuży. Albo lustro, które pomimo zapewnień szklarza że wszystko jest ok, jakoś dziwnie zaokrągla. Bywa, że nasi treningowi konkurencji odjechali nam już tak daleko, że nawet kurz po nich opadł.

Dla mnie powroty zawsze są bardzo trudne. Najgorzej jest po prostu wyjść z domu, ale i to nie gwarantuje sukcesu, bo często mam ochotę odpuścić ciężki trening. Skrócić dystans, zwolnić tempo albo zmniejszyć ilość podbiegów i jak tylko pojawia się taka myśl, staram się przegonić ją zwrotem „Yes, I can!”. Póki co działa ZAWSZE. Jak chcesz wiedzieć czemu ten zwrot ma na mnie takie magiczne działanie, to kliknij „play” w poniższym filmiku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*