Nike Wildhorse, jak dziki jest ten koń?

Od czegoś trzeba zacząć, ale nie przepadam za długimi wstępami, więc przejdę do sedna sprawy. Zanim wziąłem się za zebranie własnych przemyśleń na temat tych butów, Nike zdążyło już wypuścić kolejną wersję kolorystyczną. No więc, żeby nie przeciągać…

  • Od początku na głęboką wodę.

Buty zostały mi przydzielone w bardzo nietypowych warunkach. Zazwyczaj „testówki” trafiają do mnie do sklepu, gdzie mam okazję się z nimi oswoić. W tym przypadku było inaczej. Buty, razem z kompletem ciuszków, zostały mi przekazane w szczerym polu, u podnóża zamku, w bliżej mi nieznanym rejonie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Był to wstęp do operacji Wild Horse. Bardzo odważny ruch ze strony Nike, biorąc pod uwagę, że koncepcja tego szkolenia przewidywała 2 dni solidnego klepania. Moje stopy nie są za bardzo wymagające i dogadują się praktycznie z większością butów, które lądują w mojej szafie, ale to co zaszło w ciągu tych pierwszych 50km, przerosło moje oczekiwania. Poprzeczka postawiona była bardzo wysoko, bo mam już dwie pary trailówek, z których byłem bardzo zadowolony. To jednak najnowsza odsłona Dzikiego Konia ze stajni Nike, urzekła mnie na tyle skutecznie, że stała się moim głównym butem w teren.

wulkan Teide

  • Klasyczny podział.

Zazwyczaj buty dzielimy na dwie podstawowe składowe – cholewkę i podeszwę. Nie będę wynajdywać koła na nowo i zastosuję się do tego klasycznego rozbioru. Zacznijmy więc od tego, co oczy widzą najpierw, czyli od cholewki. To co zwróciło jako pierwsze moją uwagę, to wgrzane w siateczkę wzmocnienia. Znajdują się na bokach, w przedniej części butów, na zapiętku i w okolicach dużego palca. Poza oczywistą funkcją zwiększająca trwałość butów sprawiają, że depcząc po mokrym błocie, buty zaczną przemakać znacznie później. Wzmocnienie przy dużym palcu, zapewne ucieszy tych, który mają przypadłość zadzierania palców podczas biegu. Moja para przeszła już wiele i o dziwo nawet piekielnie ostre wulkaniczne skały Teneryfy nie dały rady przebić, bądź przetrzeć siateczki. Omawiając siateczkę warto napomknąć, że jest drobnopleciona, więc „odstrasza” większe drobiny przed przedostawaniem się ich do wnętrza.

na "pustyni"

Bardzo dobre dopasowanie do stopy zawdzięczamy systemowi Flywire, który znany jest już z wielu modeli i szczerze, nie wyobrażam sobie już butów Nike bez tych magicznych sznureczków. Ich prostota a zarazem funkcjonalność są niesamowite.

Język „dzikiego konia” jest dość płaski i szeroki, przez co jego krawędzi nie czuć na stopie, a gdy przemoczymy buty, dość szybko wyschną. Całość wieńczą płaskie sznurowadła, które są idealnej długości. Nawet wiążąc buty na dodatkową dziurkę, nie brakuje nam cennych centymetrów. Nie ma też potrzeby pętania wszystkiego na podwójną kokardę, a to że są płaskie zmniejsza ryzyko ich rozwiązywania się.

Ciekawostką jest również podklejona wkładka. Z początku myślałem, że coś wpadło mi do buta i dlatego mam problem z jej wyjęciem, ale w jej przedniej części znajduje się pasek kleju, który nie pozwala jej ślizgać się, czy zwijać w bucie. Nawet podczas ostrych zbiegów, kiedy stopy mocno nurkują w dół, wkładka trzyma się na miejscu. Po kilku praniach, klej nadal wykazuje sporą lepkość, więc nie jest to środek tymczasowy.

sadzonka

Na koniec zostawiłem sobie podeszwę. Tutaj już sama pełna nazwa buta – Nike Air Zoom Wildhorse 3, zdradza nam praktycznie wszystko. Buty osadzone są na poduszce gazowej, która znajduje się w okolicach przodostopia. Przed przebiciem ochrania ją płytka z tworzywa, dodatkowo zapewniając nam komfort podczas stąpania po małych i ostrych kamykach.

Bieżnik nie należy do zabójczo agresywnych. Drobne kosteczki wysokości 3-4 mm rozsiane są w bucie nie za gęsto. Buty fantastycznie trzymają się zarówno suchych jak i mokrych, luźnych nawierzchni. Na suchych skałach słonecznej Teneryfy, jak i wyślizganych wapieniach Jury Krakowsko-Częstochowskiej dawały mi ogromne poczucie stabilności. Na piaszczystym błocie dość szybko się czyszczą i nie dają efektu „betonowych butów”. Po asfalcie można w nich biegać bardzo komfortowo. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że nawet guma o wysokiej odporności na ścieranie (zastosowana na zewnętrznych krawędziach), przy takiej eksploatacji, zniknie dość szybko.

Podeszwa daje sporą stabilność dzięki swojej szerokości. Efektem ubocznym było u mnie kopanie się w kostki. Drop w bucie to 8 mm, ale nie odczułem różnicy między poprzednikiem, gdzie było tylko 4 mm. Mi osobiście drop wcale nie dał się we znaki, mimo tego, że dość agresywnie atakuję grunt z pięty. Wszystkim nowym użytkownikom, biegającym do tej pory w klasycznych trailówkach, zalecam rozwagę podczas klepania pierwszych kilometrów. Dajcie szansę stopom przyzwyczaić się do „dzikości konia”.

góry Anaga

  • #DobreButy.

Podsumowując w kilku słowach – buty są lekkie i bardzo uniwersalne pod względem nawierzchni. Traktuję je jako górskie startówki, ale sprawdziły się również na dystansach około 30km i nie wykluczone, że w czerwcu pojadą ze mną w Dolomity i zakosztują dystansu ultra!

klify w górach Anaga

P.S. Dla tych bardziej wrażliwych na przemoczenia jest również wersja Nike Air Zoom Wildhorse 3 GTX z membraną Gore-Tex ® powlekającą klasyczną siateczkę.

2 thoughts on “Nike Wildhorse, jak dziki jest ten koń?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*